14 cze 2010

Tikz, nie daruję ci tej nocy

No i piszę tę magisterkę, i o niczym innym nie da się ze mną rozmawiać.

Równolegle do pisania staram się o pracę tutaj w instytucie u profesora, o którym jest część mojej magisterki. Prof używa w swoich artykułach ślicznych diagramów ilustrujących główną ideę całego projektu. Ba, te obrazki są już prawie jak logo tego przedsięwzięcia. Można je sobie pooglądać TU.

W ramach mojego opisu całego systemu (rzecz jest częściowo niepublikowana, a w PL to już w ogóle, więc liczę na to, że odtwórczość ujdzie mi na sucho) mam ogromną ochotę wkleić kilka takich obrazków w tekst. Tutaj zaczynają się schody, bo w moim ukochanym edytorze zrobienie jednego głupiego drzewka z formuł zajęło mi dwie godziny. Wyrysowanie przecinających się prostokątów na indeksach w kółeczku zajęłoby całą noc, albo i dwie.

Jak bardzo NIE dostanę się na doktorat, jeśli napiszę do profa, żeby mi przesłał źródło tych obrazków, bo ja tak nie umiem, a chciałabym mieć?

A jutro ma się okazać, kto z czworga kandydatów odpadł, a kto pójdzie na rozmowę. Aaa. A jak się dostanę na rozmowę, to będę się musiała tłumaczyć, dlaczego nie chcę powiedzieć, co o nich napisałam w mojej pracy. No przecież nie powiem, że same bzdury?

Zaraz, zaraz, a może by tak je po prostu ciachnąć i wkleić jako jpg? Te obrazki.

27 maj 2010

Nauczyłam się dzisiaj...

Wyobraź sobie, że piszesz długi tekst, w którym korzystasz z, powiedzmy, pięćdziesięciu przykładowych zdań rozsianych po całym dokumencie. Wszystkie są oczywiście ponumerowane, a do niektórych odnosisz się w zdaniach typu: "Jak pokazuje przykład (x)...".

Tekst już prawie skończony, numerki sprawdzone, a tutaj nagle zachciewa Ci się dodać nowy przykład pomiędzy trzydziestym i trzydziestym pierwszym. I co teraz?

Nauczyłam się dzisiaj, jak pisać dokument tak, że sam numeruje sobie te przykłady, a jeśli dodam jakiś w środku, to sam sobie pozmienia numerki - także te w odwołaniach w tekście!

Coraz bardziej zakochuję się w Latechu (wiem, że powinnam była to zrobić wieki temu) - w ciągu miesiąca pisania różnych rzeczy nie było jeszcze sytuacji, że wymyśliłam sobie coś i nie dało się tego zrobić. Samo się robi!

Jak ja bym chciała, żeby treść pracy też sama się pisała.

Acha, a numerowane przykłady wprowadza się przez \enumsentence{} (wklepałam dwa pakiety do tego, lingmacros i tree-dvips, ale mam wrażenie, że potrzebny jest tylko ten pierwszy, nie chce mi się sprawdzić). Można je spokojnie oznaczać przez \label.

24 maj 2010

nieważne, że wyrwane z kontekstu

David Harrah, 'What should we teach about questions?' (1982):
Students, or at least those who (in Aristotle's terms) are fitted to be something more than slaves, should be interested in acquiring a general theory of questions.

23 maj 2010

Technika w służbie magisterki 1: LeechBlock

Dawno mnie tu nie było, a coraz częściej mam ochotę się rozkręcić.

Małymi krokami zaczynam pisać pracę magisterską. Zgodnie z zasadą, że lepiej obronić się szybko niż dobrze, postanowiłam udowodnić temu światu, że da się napisać pracę z logiki w sześć-siedem tygodni. I odkrywam coraz więcej narzędzi, dzięki którym życie logiczki jest dużo prostsze. O Zotero i Latexu/Latexie napiszę później, bo to większy kaliber, a dziś wieczorem właśnie zainstalowałam sobie coś takiego:

https://addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/4476/

Wtyczka do Firefoxa, która blokuje wybrane strony internetowe w określonych godzinach w ciągu dnia albo ogranicza dostęp do nich do na przykład godziny dziennie (albo jedno i drugie, czym się właśnie uraczyłam). W wersji hardcore: w czasie blokowania niemożliwe jest wejście w opcje wtyczki i zmiana konfiguracji - trzeba poczekać do tej siedemnastej.

Jutro będą testy. Acha, i jeszcze ustawiłam to tak, że przy próbie odwiedzenia zablokowanej strony przekierowuje mnie na stronę projektu, w ramach którego złożyłam w piątek papiery na doktorat (tak, tak!) - w ramach motywacji. Bardziej pro-produktywnie już być nie może, chyba żebym jeszcze znalazła filtr treści wyszukiwanych w wikipedii, bo nie mogę jej sobie przecież blokować (jak pokazują badania, oczywiście naukowe, polskie prace magisterskie wikipedią stoją - i mowa tu o ctrl-c-ctrl-v, a nie szukaniu wstępnych informacji), a jednak sporo czasu spędzam czytając artykuły o historii architektury albo o Żydach w Polsce. Dostarcza mi to oczywiście inspiracji do rozważań o minięciu się z powołaniem i takich tam. Przejściowe, mam nadzieję.

16 mar 2010

Właśnie odkryłam kolejne jedzenie, które nigdy się nie znudzi. Groszek cukrowy (ten w strączkach) wrzucony do wrzącej wody na 1,5 minuty, a do niego sos: łyżka majonezu, łyżka oliwy, łyżeczka musztardy. Idę jutro do tureckiego supermarketu sprawdzić, czy mają jeszcze na ten groszek promocję.

15 mar 2010

atrakcje

Tak się złożyło, że zeszły tydzień mieliśmy jakimś cudem trochę spokojniejszy (plusem studiowania tutaj jest to, że ci wszyscy sławni profesorowie muszą jeździć na konferencje), więc zaliczyłam wreszcie kilka atrakcji. I dobrze, bo inaczej już naprawdę nie byłoby o czym pisać, życie na co dzień toczy się od artykułu do artykułu, myślałam nawet, czy by nie przemianować bloga z erazmusowego na kulinarny, bo tylko gotowanie ratuje mnie przed absolutną monotonią.

Ale po kolei.

W niedzielę tydzień temu pojechaliśmy z trójką znajomych na rowerach do ZAMKU. Zamek jest w wiosce pod Amsterdamem, 10 kilometrów od naszego instytutu. I to jest fajna cecha Holandii: miejsca jest mało, wszystko upakowane, więc w ciągu 40 minut na rowerze można być w rezerwacie przyrody, jechać autostradą (tak, autostrada z pasem dla rowerów :) ), minąć elektrownię i centrum handlowe, przejechać małe miasteczko, a na koniec trafić do zamku.

Zamek jak zamek, ładny i czysty, ale ponieważ średniowieczny, organizatorzy wystaw w środku nie mieli pojęcia, co by na takiej wystawie umieścić. Jednak jak coś nie jest z siedemnastego wieku, to oni nie wiedzą, o co chodzi. Niemniej jednak warto się przejść na spacer po zamkowych ogrodach. Ciekawy detal: wszystkie ścieżki zamiast żwirkiem wysypane muszelkami. Przypomina się Mama Muminka i jej ścieżki.

Podstawowa wada zamku, która skłoniła mnie do powzięcia postanowienia, że w takie miejsca nie będę nigdy jeździć w niedzielę - dzieci. Całe hordy dzieci. Holenderskie dzieci są okropne, jak tylko widzę więcej niż dwoje naraz (tyle mieści się w skrzynkach doczepianych do rowerów) to robi mi się słabo. Są głośne, kilkakrotnie głośniejsze niż u nas, jedna wycieczka szkolna potrafi zamienić spory dworzec kolejowy w piekło. Może i z tych głośnych dzieci wyrastają ludzie otwarci na świat i niezakompleksieni, ale ja już wolę nasze kompleksy i spokój w publicznych miejscach.

W sumie to jest już późna noc, więc kontakt z przyrodą i kino zostawię sobie do opisania niedługo (jak siebie znam, to nie będzie to jutro).

1 mar 2010

ostatni już dziś post

Jeszcze sobie przypomniałam, że chciałam się podzielić niszowymi żartami przyniesionymi z zajęć z semantyki formalnej.

Raz:
For some, marriage is a word, for others - a sentence.

Dwa:
Zajmujemy się co tydzień różnymi fajnymi systemami typu teoria typów z operatorem lambda (ughh, cały wieczór mnie dziś czeka). Za każdym razem głównym zagadnieniem jest: jak wprowadzić do systemu czasowniki przechodnie, np. LOVE. Za każdym razem jest to LOVE i za każdym razem pani doktor mówi: So, we have extended the system with love...
(Zapewniam, że tylko ona z miłością zajmuje się tym tematem. My trochę osłabliśmy, a to dopiero pół pierwszej połowy semestru.)